Dojść do miejsca
Lecz nic nie powiedział. — Izabela Bird wynajęła konia, a gdy wskoczyła na siodło, zaraz poczuła się lepiej. Zabrała z sobą pakuneczek z niezbędnymi przedmiotami, a nawet parasolkę, którą powiesiła na łęku siodła. Trójka wędrowców, przejechawszy spieczoną słońcem prerię, opuściła się w głąb cienistego kanionu rzeczki Vrain. Stamtąd ruszyła ku strumieniowi Little Thompson, a późnym popołudniem dotarła do parowu Mugginsa, gdzie mieszkał Jim Nugent. Ujrzeli prymitywną, poczerniałą chatę, stojącą na polanie, między krzakami dębiny. Poprzedzany przez szczekającego psa ukazał się jej właściciel. Izabela Bird opisała go bardzo dokładnie. Był tęgim mężczyzną średniego wzrostu. Na głowie nosił zniszczoną czapkę, a jego szary myśliwski strój wisiał prawie w strzępach. Za szarfą, którą się przepasał, tkwił myśliwski nóż w pochwie, a z kieszeni kurty sterczał rewolwer. Na nogach miał prymitywne mokasyny z końskiej skóry. Panna Bird oceniła jego wiek na czterdzieści pięć lat. Pisała, że sądząc z rysów twarzy, musiał być niegdyś wyjątkowo przystojny.