Dojść do miejsca
Zwróciła uwagę na gładko ogolone, oblicze, na wąsy, na brązowe włosy w zaniedbanych puklach spadające spod czapki aż na kark. Podszedł, ukłonił się i zapytał grzecznym tonem, czym może służyć. Poprosiła go o wodę. Przyniósł ją w pogiętym blaszanym kubku przepraszając, że nie może podać ładniejszego naczynia. Panna Bird stwierdziła wówczas, że Jim Nugent wysławia się poprawnie, że jego maniery są eleganckie i że to wszystko razem jakoś nie pasuje do opinii, z jakiej słynął w okolicy. Podczas rozmowy z samotnikiem dostrzegła kilka łapek bobrzych, które suszyły się przed chatą. Zagadnęła, gdzie je zdobył. Natychmiast poprosił o ich przyjęcie. Na pamiątkę spotkania. Ponieważ słońce chyliło się ku zachodowi, ruszyli dalej. Jim Nugent jakoby krzyknął za odjeżdżającymi: „Pani nie jest Amerykanką, tylko moją rodaczką. Poznałem po głosie. Mam nadzieję, że pani nie odmówi mi przyjemności złożenia jej wizyty". Przejechawszy parów Mugginsa wędrowcy ujrzeli leżącą niżej dolinę. Tworzyła ją nieregularna niecka, przez którą przepływał strumień.