Dość do miejsca
A przez część drogi Jim po prostu niósł ją na plecach. W końcu dobrnęli do postoju koni, wskoczyli na siodła i już szybko dojechali. do poprzedniego obozowiska w sosnowym lasku. Rozpalono ognisko, spożyto wieczerzę. Gdy dwaj młodzi uczestnicy wyprawy, bardzo utrudzeni, zasnęli, Izabela długo jeszcze gawędziła z Nugentem. W jednym z listów wspomniała, iż Jim opowiadał jej dzieje swej młodości, śpiewał ballady, a później się jej oświadczył. Izabela Bird napisała, iż tylko przez pięć minut wierzyła w szczerość tego wyznania, lecz swą wiarę uznała za zarozumiałość niewybaczalną kobiecie w jej wieku. Jednak według opinii mej ciotki, a kobiety na tych sprawach znają się lepiej od mężczyzn, panna Bird zupełnie poważnie myślała o poślubieniu Jima Nugenta, lecz zdecydować się na taki krok nie potrafiła. Jej opinia o Nugencie zmieniała się chyba co parę dni. Raz nazywała go w swych listach człowiekiem budzącym strach, nawet łotrem, kiedy indziej dżentelmenem. W kilka dni po powrocie do Estes Park, miotana sprzecznymi Suczuciami, nagle zdecydowała się na wyjazd.