Dojść do miejsca

Dokoła dźwigały się górskie szczyty o fantastycznych kształtach, a wśród nich najwyższy, Longs Peak. W zachodzącym słońcu woda w strumieniu mieniła się krwawo, a szczyt gorzał purpurą. Izabela Bird napisała do mej ciotki, iż nigdy i nigdzie dotąd nie oglądała czegoś równie pięknego. Nasyciwszy oczy widokiem, ruszyli szybko i po przybyciu prawie mili wjechali do Estes Park. Gospodarstwo Grilfith Evansa leżało tuż przy małym, niebieskim jeziorku. Rozmiar posiadłości zadziwił Izabelę. Ujrzała bowiem cztery pięknie się prezentujące chaty, otaczające w dużym promieniu dom centralny, największy. Dalej znajdowały się dwie stajnie dla koni, budynek mleczarni, gromada krów czekających na udój oraz w odległości chyba mili, setki sztuk bydła. W tej głuszy i dziczy widok tak dostatniego gospodarrstwa zaskakiwał każdego przybysza. Griffith Evans wybiegł ze środkowego budynku powitać gości. Powiedział pannie Bird, iż może zamieszkać w chacie stojącej najbliżej jeziorka, za opłatą ośmiu dolarów tygodniowo, łącznie z wyżywieniem i prawem używania koni do spacerów.