Dość do miejsca
Innego dnia zaczął ją namawiać na wspinaczkę wysokogórską na Longs Peak. Ten szczyt widać było z Estes Park i Izabela poczęła marzyć o wycieczce we dwójkę. Po wielu rozważaniach doszła do wniosku, że jednak będzie stosowniej powędrować większym gronem. Namówiła na wyprawę obu młodzieńców, z którymi przyjechała. W końcu września cała czwórka, zaopatrzywszy się w żywność i derki, ruszyła konno w daleką drogę. Widział pan kiedy Longs Peak? — Może tak, może nie — odparł flegmatycznie Bede.— Oglądałem tyle już szczytów, że wszystko mi się pokręciło w głowie. — Szkoda. To piękna góra. Bardzo wysoka, ponad czternaście tysięcy stóp. Wyobraża pan sobie taki ogrom? Bede coś tam mruknął, co od biedy można było uznać za odpowiedź twierdzącą. — Do wysokości jedenastu tysięcy stóp — mówił Marshall — zbocza porasta pierwotny las, powyżej jest już tylko nagi granit, porznięty przepaścistymi rozpadlinami, skalnymi półkami i rumowiskiem potężnych głazów. Podobno znajdują się tam liczne jeziorka, wiecznie zamarznięte bagna i zasypane śniegiem wąwozy.