Dojść do miejsca

Nugent zdążył aż czterokrotnie strzelić, lecz nie powstrzymał napastnika. Niedźwiedzica dopadła strzelca, pogryzła mu lewą rękę, urwała jeden palec, podrapała szyję i twarz. Nugent wówczas zemdlał. Chyba to właśnie go ocaliło. Podobno niedźwiedzie nie ruszają ludzkich zwłok, a Jim wyglądał jak trup. Słyszał pan o tym? — Nic a nic. Nie jestem myśliwym. — Jednak tak się zdarzyło. Gdy ranny odzyskał przytomność, spostrzegł, że leży w kałuży krwi. Niedźwiedzicy nie było. Wówczas zdołał wspiąć się na grzbiet swego muła i przejechać aż osiem mil. Na swe szczęście przypadkowo spotkał lekarza. — Nie wie pan, jak ten lekarz się nazywał? — Nie. — Pytam, bowiem i ja niedawno spotkałem takiego wędrującego lekarza, może to ten sam? — Leczył pana? — Nie było potrzeby. Z Jimem była potrzeba. Proszę sobie wyobrazić, że ten doktor zeszył mu aż pięćdziesiąt ran. Trzeba . końskiego zdrowia, aby coś takiego wytrzymać. Jednak Jim miał tak pociętą skórę na twarzy, że na prawe oko zaniewidział. Pannę Bird bardzo wzruszyło to opowiadanie.