Dojść do miejsca
Panna Bird pisała z oburzeniem do mej ciotki że Chalmers nawet nie zaprosił jej do swej chaty, lecz na nocleg przeznaczył otwarty szałas. Na szczęście noc była ciepła. Chalmers twierdził, że świetnie zna drogę do Estes Park, wiodącą dokoła północnej strony kanionu. Następnego dnia pożyczył pannie Bird konia tak chudego, że przypominał szkielet, i powiódł ją ku Estes Park. Po trzech dobach włóczęgi straszliwymi bezdrożami wrócili nie osiągnąwszy celu. Chalmers okazał się samochwałem nie mającym pojęcia, w jaki sposób tam dotrzeć. Rozzłoszczona panna Bird (trudno się jej dziwić) następnego dnia skorzystała z napotkanego wozu jadącego do Longmont. Dwudziestodwumilowa podróż przez rozgrzaną słońcem prerię, bez skrawka cienia, do reszty zużyła siły podróżniczki… Po przybyciu do Longmont zatrzymała się w miejscowym hotelu. Wróciły jej wszystkie przypadłości, na jakie cierpiała w Szkocji: bóle głowy, zapalenie oczu i uczucie krańcowego wyczerpania.Przy kolacji oświadczyła właścicielowi hotelu, że rankiem musi.